Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Zawód: afrykański filmowiec

Wrocławską edycję tegorocznej Afrykamery otworzył burkiński film "Ouaga Paradiso". Jest to dokument o tym, że bycie afrykańskim filmowcem to ciężki kawałek chleba - jeśli przynosi kokosy, to chyba niestety tylko dosłownie. Na szczęście jest wciąż wielu, których to nie zraża.

To, że film powstał w Burkina Faso, nie jest przypadkiem. W stolicy tego kraju Wagadugu odbywa się bowiem co dwa lata najważniejszy na kontynencie festiwal filmowy Fespaco. Film nawiązuje do niego przez cały czas trwania.

Fespaco powstało 42 lata temu, w tym roku była jego 22-ga edycja. To olbrzymi festiwal, który odwiedza ponad 200 tys. ludzi zjeżdżających z całej Afryki (i nie tylko). W czasie tegorocznej edycji wyświetlono na nim prawie 200 filmów. Jego oprawa jest iście canneńska - czerwone dywany, lokalni celebryci i oficjele - ale rozmach większy. Rozdanie nagród odbyło się na wielkim stadionie i połączone było z występami grup teatralnych i muzycznych.

Nie dajcie się jednak zwieść temu wagaduskiemu rajowi (Ouaga Paradiso). Robienie filmów w Afryce nie jest proste. Brakuje oczywiście przede wszystkim pieniędzy i infrastruktury. Na przykład w całym Burkina Faso czynna jest jedna sala kinowa (w stolicy kraju); inne stoją niewykorzystane i niszczeją.

Film pokazuje, jak trudno jest być afrykańskim filmowcem, skupiając się na losach czwórki burkińskich reżyserów, znajdujących się na różnych etapach kariery, od reżysera o uznanej pozycji, po planującą dopiero swój debiut dokumentalistkę. Z punktu widzenia czysto filmowego nie jest to żadne arcydzieło, nie dość, że dokument zrobiony jest w sposób bardzo konwencjonalny, to jeszcze w dodatku ma sporo mankamentów technicznych: kiepskie oświetlenie (w przypadku zdjęć we wnętrzach całość pokoju zalewała czerń, z której wybijały się tylko białe oczy i zęby rozmówców), słaby montaż. Ale to nie takie ważne, bo przecież nie dla celów artystycznych oglądamy taki film, lecz po to, by dowiedzieć się czegoś o afrykańskim przemyśle filmowym.

Oglądając "Ouaga Paradiso" myślałem o tym, jak ciężki start ma afrykańska kinematografia w porównaniu np. z taką amerykańską (myślę, że mówienie o "starcie" ma wciąż sens, bo kino to jest ciągle raczej słabo rozwinięte). Gdy na początku XX wieku rozwijał się przemysł filmowy w USA do dyspozycji była infrastruktura (pierwsze kinetoskopy lokowane były w salonach penny arcade, czyli rodzaju mikroskopijnych parków rozrywki, oraz w wodewilach), silna tradycja teatralna (skąd pochodzili reżyserzy i aktorzy), no i oczywiście kapitał. W Afryce nie ma ani tradycji, ani kapitału, wszystko trzeba więc tworzyć od zera.

Nie byłoby to rzecz jasna możliwe bez pasji. Nie dość, że zawód jest słabo opłacany, to i raczej mało poważany. Jeden z bohaterów śmieje się, że jak ludzie słyszą "filmowiec", to myślą: nierób, włóczęga i pijak. Na szczęście nie brakuje wciąż takich, którzy chcą to robić. Z różnych zresztą powodów. Na przykład po to, żeby opowiedzieć o ważnym problemie społecznym. Jak dokumentalistka, która stara się namówić na wypowiedzi przed kamerą wykluczone społecznie kobiety, cierpiące na chorobę nietrzymania kału (będącą efektem powikłań przy porodzie). Albo po to, żeby móc później pokazać swój film w rodzinnej wsi (scena przywodząca na myśl "Kiniarzy z Kalkuty" Fidyka).

"Ouaga Paradiso" jest filmem niedokończonym, pełna wersja ma być gotowa na przyszłoroczną Afrykamerę. Pomyślałem sobie, że to niezła metafora, bo kino afrykańskie jest całe takie "niedokończone" - z niedoróbkami, problemami, ciągłą walką o fundusze. Trzymam kciuki, żeby się rozwijało, bo wierzę, że będzie różnorodne i fascynujące. Tak jak różnorodny i fascynujący jest cały kontynent.

MilkaStepien MilkaStepien

Nie widziałam jeszcze niestety filmu, ale Fespaco to fantastyczne wydarzenie. Byłam w 2009 i leciało chyba z 500 filmów, bo najważniejsze były w kinach i w wideoklubach po obrzeżach miasta, a reszta w różnych innych miejscach. Były koncerty, pokazy teatralne, coś niesamowitego! I to wszystko w jednym z najbiedniejszych krajów świata. Zresztą festiwal zainicjowało paru pasjonatów w latach 70tych, kiedy kino Afryki Subsaharyjskiej jeszcze zupełnie raczkowało, a teraz jest to najważniejszy festiwal filmów afrykańskich na kontynencie.
Jeśli chodzi zaś o robienie filmów w Afryce... No, tak... jest ciężko, ale widać dużo nadziei w wyniku rewolucji technicznej, dzięki czemu można robić filmy na innych nośnikach niż celluloid... np. Red One, teraz stosowane bardzo szeroko i z dobrym skutkiem w Afryce Wschodniej... No i Nollywood - powoli ilość produkowanych tam filmów (bardzo niskobudżetowo i niestety często w marnej jakości), przerodzi się w jakość - widać już pierwsze oznaki, np. jakość zdjęć filmu "Inale", pokazywane na tegorocznej AfryKamerze o tym świadczy. I myślę, że niedługo afrykańskie kino wypłynie na szerokie wody nas bardzo zaskakując nowymi treściami, formami i interpretacjami ;)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Fespaco prezentowało się w filmie fascynująco. Chętnie bym się tam kiedyś wybrał, tylko martwi mnie, że chyba trzeba by było znać francuski. Czy bez jego znajomości wybranie się na festiwal ma sens?

Co do Nollywood to na ubiegłorocznej Afrykamerze widziałem dokument "Nollywood Babylon" (tu moja recenzja). Na jego podstawie patrzę dość pesymistycznie na kierunek rozwoju tej kinematografii, bo obawiam się, że idzie to co najwyżej w kierunku poprawy strony technicznej filmów, ale niekoniecznie artystycznej. Słowem - są za jakiś czas w stanie osiągnąć poziom Bollywood - tylko po co komu kolejny Bollywood? :)

.

MilkaStepien MilkaStepien

Bez francuskiego ciężko ;) Tam tylko po francusku mówią i wiele filmów tylko z francuskimi napisami albo po francusku :D Sama mówię średnio, więc było to ciekawe doświadczenie :D

Zaś jeśli chodzi o Nollywood - właściwie nie chodzi mi o sam Nollywood, ale o pojedynczych reżyserów, którzy wykorzystają to, że w Afryce robi się teraz dużo filmów i będą mogli za niższe koszty i w lepszej jakości tworzyć coś wyższych lotów. Od dawna są takie zapędy, żeby robić epickie filmy historyczne albo wojenne albo na podstawie legend miejscowych, więc opcji jest dużo i powoli zaczną się pojawiać, bo jest część reżyserów, którzy mają wyższe aspiracje niż to, co zazwyczaj wychodzi z Nollywoodu

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook